Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mój pierwszy carvingowy sezon - przemyslenia
#1
Będzie długo i nudno,.. uprzedzam Smile Na desce jeżdżę ponad 20 lat. Była to zawsze jazda luźno-rekreacyjna ale z czasem z ambicjami prędkościowymi czy też odrobiną rywalizacji w jakiś amatorskich slalomach na twardej desce. Nikt mnie nigdy jazdy na desce nie uczył więc i wyuczone nawyki były różne i nie bardzo wiedziałem, które są dobre, a które złe. Jednak po tylu latach mogę stwierdzić, że frajdę sprawiało mi jeżdżenie w prawie każdych warunkach. Czy stromo czy łagodnie, czy równo czy z muldami - wszędzie dawałem rade i wszędzie mniej lub bardziej cieszyłem się z jazdy. Zarówno na Eliminatorze jak i na jakimś twardzielu ( ostatnio F2 Speedster RS ) bo wszędzie woże ze sobą dwie deski. W tym sezonie jednak stwierdziłem, że pora zrobić porządek z nawykami złymi i zacząć używać twardej deski jak należy. Pojechałem więc kilka razy na Shamanowe campy i coś tam z nich wyniosłem,.. min. Pathrona 177 Smile Ale, że campy są na górkach ok. 300 metrowych bardzo chciałem to czego się na nich nauczyłem zweryfikować na alpejskich stokach. Ponieważ jednak termin Shamanowego wyjazdu do Włoch mi nie pasował pojechałem w innym terminie na kilka dni na lodowiec. No i pora na spostrzeżenia. To jak jeździłem na twardej desce w grudniu a Alpach, a to jak jeżdze teraz w kwietniu to inna bajka. Choć to dopiero początki carvingowej jazdy to częste spojrzenia narciarzy i deskarzy obok których przejeżdżałem łechtały moją próżność Smile Jest duża frajda z takiej jazdy. Ale to koniec pozytywów. Ta frajda dzieje sie tylko w określonych warunkach. Musi być odpowiednie łagodne nachylenie stoku - nie za płasko nie za stromo, odpowiednio szeroko, równo i raczej pusto. Wtedy dzieje się carving. Jeśli coś odbiega od tych warunków - koniec radochy. Za płasko - kicha, za stromo - kicha, zrobiło się nierówno - kicha, za wąsko - kicha. Deska carvingowa nadaje się do jazdy carvingowej i niczego więcej. Wszelkie próby innego wykorzystania takiej deski to porażka. A przecież nie zawsze trafiamy na optymalne dla siebie warunki. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że w dużej mierze to kwestia moich niskich umiejętności ( na nieco stromszym zjeździe i już nieco nierównym ja się zwożę i zsuwam a koleś obok na twardzielu kręci esy floresy ) ale fakt jest taki, że nastawiając się na carving mamy do wyboru tylko i wyłącznie jazdę carvingową. Innej jazdy, nawet takiej ześlizgowej nie będzie. Jeśli zjedziemy ze stoku optymalnego do carvingu znajdujemy się w sytuacji, w której znaleźć się byśmy nie chcieli, bo deska carvingowa jest stworzona wyłącznie do jazdy na krawędzi. Nawet mój poprzedni twardziel Speedster RS był w.g. mnie "przyjemniejszy" w obyciu na muldach, przewężeniach czy wypłaszczeniach. On tak bardzo "nie dopominał się" o jazdę na krawędzi jak Pathron. No i właśnie mam taki dylemat powyjazdowy. Czy odpuścić sobie nieco te carvingowe ambicje i wrócić do bardziej rekreacyjnego snowboardownia co przez wiele ostatnich lat dostarczało mi przyjemności wszędzie tam gdzie pojechałem czy dalej brnąć w ambitne carvingowanie licząc, że tam gdzie pojade znajdzie się kawałek optymalnego dla mnie zjazdu i będę te jedną, może dwie, a może 3 trasy katował cały wyjazd. 2 lata temu byłem na Hintertuxie + cały duży kompleks tras w dolinie Zillertal. Jeździłem wszędzie i było ok. Teraz znowu byłem w tym samym miejscu i przez 1 dzień szukałem odpowiedniej trasy, a pozostałe 2 dni jeździłem tylko na jednej (!) trasie, która mi leżała. Tego się właśnie obawiam w mojej snowboardowej przyszłości. Boję się żeby te carvingowe ambicje nie odebrały mi więcej frajdy ze snowboardu niż jej dostarczyły. I tymi przemyśleniami zamykam swój sezon snowboardowy 2017/18.
P.S.
Zaponiałem dodać, że carving wymaga dobrej kondycji i siły w nogach co w moim wieku (50+) jest już towarem deficytowym Smile
Odpowiedz
#2
Chyba każdy z nas doświadczył tego samego.Niestety to co Ty kwalifikujesz jako frajdę na każdych warunkach ja uważam za niestety zmarnowany czas na "drifcie".Frajdą jest pokonać każdy stok na krawędzi carvingowo niezależnie czy będzie stromy czy płaski,nie mówię o jeżdżeniu po muldach bo wtedy najprzyjemniejszy czas to ten spędzony w barze.Ale to ja,Michael na przykład twierdzi że muldy są fajne i się carvingowo da i jest przyjemność.
Odpowiedz
#3
Tak jak wspomniałem - kwestia moich umiejętności jest tu bardzo istotna, nie zaprzeczam. Zdaje sobie też sprawę, że drift to nie jazda. Ale z drugiej strony nie po to wyjeżdzam w Alpy, żeby kazdego dnia od połowy dnia siedzieć w barze. To już wolę drift Smile Zawsze lubiłem na koniec dnia wymęczyć ostatni zjazd do parkingu. Tym razem nie miałem na to ochoty. Poza tym zawsze wyjeżdżam w góry z grupą znajomych albo rodziną. I jak pada hasło - przejedźmy góre tam i z powrotem to będe miał do wyboru albo się męczyć i wk...ać objeżdzając wszystkie trasy albo zostać odludkiem i samotnie katować jedną lub dwie trasy przez cały wyjazd. Czas spędzony z grupą znajomych lub rodziną na stoku to też przyjemność z wyjazdu. To co piszę to nie jest oczywiście krytyka carvingu i promowaniem byle jakiej jazdy. To tylko moje odczucia ze zmiany podejscia do snowboardu przy takich umiejetnosciach jakie mam, przemyślenia jakie postępy mam szanse jeszcze zrobić i gdzie mnie to doprowadzi Smile
Odpowiedz
#4
moje 3 grosze:

- nie sugeruj sie wiekiem, że w czymkolwiek Cię ogranicza (chyba że masz jakąś kontuzję która wyklucza pewien zakres ruchów) - jako przykład, mój serdeczny kolega Sandro (lat 47, 105 kgs wagi) https://youtu.be/yqvay_CdOJY - jedzie co najmniej dobrze. Złośliwi powiedzą że jedzie na krótkiej deske jakby jechal na gs, nie zmienia to jednak faktu że sprawia mu to ogromną radość.

- "Frajda w określonych warunkach" - syndrom każdej osoby zaczynającej przygodę z krawędzią - na niebieskich trasach wszystko jest ok - w momencie gdy wpadasz na czerwoną lub czarną, jazda momentalnie się rozlatuje. Nie dopatruj się tutaj winy w desce - raczej wynika to z techniki. Moje zalecenie - jeździć, jeździć, szkolić, nagrywać, zmieniać deski, ustawienia i jeździć, jeździć. Podejrzewam że jest tak : w momencie jak wpadasz na stromszy kawałek, to deska po postawieniu na krwędź rozpędza się do takiej prędkości, że przestajesz się czuć komfortowo.

- z tego co widzę masz raczej długie deski - Patron 177 i F2 RS - to są deski z długą krawędzią efektywną, co ma wpływ na to jak łatwo da się driftować daną deską - ja spróbowałbym slalomke nowego typu - np SG Full Carve 163. Deski krótkie mają dużo większą zwinność i łatwiej je kontrolować w razie trudnych warunków lub niebezpiecznych sytuacji, a krótki promień skrętu nie pozwoli im się tak rozpedzić, nawet jeśli nie postawisz deski do kąta 90 stopni.

- Ustawienia wiązań i butów - musisz próbować zmieniać tak żeby znaleźć złoty środek. Mała zmiana w ustawieniach, może spowodować dużą zmianę w twojej jeździe.

W skrócie - nie poddawaj się z nacarvem, bo jesteś na początku drogi do mega frajdy!

pozdr

SLP
Odpowiedz
#5
Dlatego to jest sport niszowy! A przez to i sprzęt kosztuje krocie! Stoki, prawda, są lepiej przygotowywane, ale i ludzi jest więcej.... i jeszcze na tych nartach. Stoki są pod narciarzy. Jesteśmy tam "gośćmi", którzy jakoś tak przeszkadzają Confused i jadą nie tak, jak narciarzom się wydaje powinni jeździć Dodgy . Musisz cały czas to wszystko kontrolować i utrzymywać równowagę na jednej krawędzi, a narciarze mają 4 punkty podparcia.
Każdy z nas przeklinał, patrząc na stan stoków, ilość ludzi czy warunki pogodowe. Nie każdy w związku z tym chce zmienić sprzęt. Dawno, dawno temu... w Val Thorens, gdzie apartamenty są tuż obok tras, rano rozpoczynałem na desce i po 12:00 (wskakiwałem do pokoju na chińską zupę) i zmieniałem sprzęt na narty. Paweł $, jak już pisałem, bierze ze sobą miękką deskę na świeży śnieg. Też mu zazdrościłem, kiedy spadło 30-40 cm, przez 2-3 dni trasy będą przygotowywać, a z twoje jazdy w miękkim przeoranym śniegu tylko niebezpiecznie się robi.
Dla mnie jeszcze taka lampka się nie zapala i chcę lepiej opanować technikę jazdy i cieszyć się z tego. A frajda jest! Chyba tylko uraz mógłby zmusić mnie do zmiany.
Odpowiedz
#6
No ja też nie mam zamiaru jeszcze odpuszczać. Ale szukam rozwiązań jak to wszystko ogarnąć i polepszyć. No podstawa to technika.
Odpowiedz
#7
(08-04-2018, 08:53 PM)rademar napisał(a): Będzie długo i nudno,.. uprzedzam Smile Na desce jeżdżę ponad 20 lat. Była to zawsze jazda luźno-rekreacyjna ale z czasem z ambicjami prędkościowymi czy też odrobiną rywalizacji w jakiś amatorskich slalomach na twardej desce. Nikt mnie nigdy jazdy na desce nie uczył więc i wyuczone nawyki były różne i nie bardzo wiedziałem, które są dobre, a które złe.  Jednak po tylu latach mogę stwierdzić, że frajdę sprawiało mi jeżdżenie w prawie każdych warunkach. Czy stromo czy łagodnie, czy równo czy z muldami - wszędzie dawałem rade i wszędzie mniej lub bardziej cieszyłem się z jazdy. Zarówno na Eliminatorze jak i na jakimś twardzielu ( ostatnio F2 Speedster RS ) bo wszędzie woże ze sobą dwie deski. W tym sezonie jednak stwierdziłem, że pora zrobić porządek z nawykami złymi i zacząć używać twardej deski jak należy. Pojechałem więc kilka razy na Shamanowe campy i coś tam z nich wyniosłem,.. min. Pathrona 177 Smile Ale, że campy są na górkach ok. 300 metrowych bardzo chciałem to czego się na nich nauczyłem zweryfikować na alpejskich stokach. Ponieważ jednak termin Shamanowego wyjazdu do Włoch mi nie pasował pojechałem w innym terminie na kilka dni na lodowiec. No i pora na spostrzeżenia. To jak jeździłem na twardej desce w grudniu a Alpach, a to jak jeżdze teraz w kwietniu to inna bajka. Choć to dopiero początki carvingowej jazdy to częste spojrzenia narciarzy i deskarzy obok których przejeżdżałem łechtały moją próżność Smile Jest duża frajda z takiej jazdy. Ale to koniec pozytywów. Ta frajda dzieje sie tylko w określonych warunkach. Musi być odpowiednie łagodne nachylenie stoku - nie za płasko nie za stromo, odpowiednio szeroko, równo i raczej pusto. Wtedy dzieje się carving. Jeśli coś odbiega od tych warunków - koniec radochy. Za płasko - kicha, za stromo - kicha, zrobiło się nierówno - kicha, za wąsko - kicha. Deska carvingowa nadaje się do jazdy carvingowej i niczego więcej. Wszelkie próby innego wykorzystania takiej deski to porażka. A przecież nie zawsze trafiamy na optymalne dla siebie warunki. Oczywiście zdaje sobie sprawę, że w dużej mierze to kwestia moich niskich umiejętności ( na nieco stromszym zjeździe i już nieco nierównym ja się zwożę i zsuwam a koleś obok na twardzielu kręci esy floresy ) ale fakt jest taki, że nastawiając się na carving mamy do wyboru tylko i wyłącznie jazdę carvingową. Innej jazdy, nawet takiej ześlizgowej nie będzie. Jeśli zjedziemy ze stoku optymalnego do carvingu znajdujemy się w sytuacji, w której znaleźć się byśmy nie chcieli, bo deska carvingowa jest stworzona wyłącznie do jazdy na krawędzi. Nawet mój poprzedni twardziel Speedster RS był w.g. mnie "przyjemniejszy" w obyciu na muldach, przewężeniach czy wypłaszczeniach. On tak bardzo "nie dopominał się" o jazdę na krawędzi jak Pathron. No i właśnie mam taki dylemat powyjazdowy. Czy odpuścić sobie nieco te carvingowe ambicje i wrócić do bardziej rekreacyjnego snowboardownia co  przez wiele ostatnich lat dostarczało mi przyjemności wszędzie tam gdzie pojechałem czy dalej brnąć w ambitne carvingowanie licząc, że tam gdzie pojade znajdzie się kawałek optymalnego dla mnie zjazdu i będę te jedną, może dwie, a może 3 trasy katował cały wyjazd.  2 lata temu byłem na Hintertuxie + cały duży kompleks tras w dolinie Zillertal. Jeździłem wszędzie i było ok. Teraz znowu byłem w tym samym miejscu i przez 1 dzień szukałem odpowiedniej trasy, a pozostałe 2 dni jeździłem tylko na jednej (!) trasie, która mi leżała. Tego się właśnie obawiam w mojej snowboardowej przyszłości. Boję się żeby te carvingowe ambicje nie odebrały mi więcej frajdy ze snowboardu niż jej dostarczyły. I tymi przemyśleniami zamykam swój sezon snowboardowy 2017/18.
P.S.
Zaponiałem dodać, że carving wymaga dobrej kondycji i siły w nogach co w moim wieku (50+) jest już towarem deficytowym Smile

He,j mógłbym dokładnie to samo napisaćSmile.
Dla mnie to był długi sezon, dużo jeździłem, były Alpy i była mega frustracja we wszystkich warunkach poza szerokimi, pustymi niebieskimi trasami i w dodatku dobrze przygotowanymi.
Na trudne warunki wskakiwałem w narty.
Na przyszły sezon kupuję krótką deskę na nasze stoki, na gs-ie chyba bez sensu męczyć się i ryzykować. 
Odpowiedz
#8
Mam jeszcze swoje spostrzeżenie co do "przyjazności" desek twardych do jazdy driftowej i zsuwania sie na krawędzi. Spotykam się z głosami, że czym dłuższa deska tym gorzej. Ja mam inne spostrzeżenie. Moją 1-szą twardą deską był jakiś HotBlast 163, potem HotBlast GS 167. Wtedy jeszcze niewiele miałem pojęcia o jeździe na krawędzi więc był to głównie drift. I te deski mnie nie męczyły, ogarniałem je w róznych warunkach. Potem przyszedł F2 Silberpfil 172 i to był dramat. Po dwóch dniach jazdy ( po 3 godziny ) deske odstawiłem i sprzedałem. Meczyła mnie i moje nogi niemiłosiernie. Potem był 2 x F2 Speedster RS i te deski również były w miarę przyjemne i nie męczące. No i teraz Pathron 177, na którym zacząłem carving. I o ile w carvingu jest ok. to w stylu driftowym jest prawie tak ciężko jak na Silbeprfilu. Co rózni te deski "męczące" i "niemęczące" w jeździe driftowej ? - taliowanie. Moja teroria jest taka, że deska mniej wytaliowana przy zsuwaniu bokiem siłę nacisku na snieg rozkłada równomiernie na całą krawędź i to jest ok. Natomiast deska mocniej wytaliowana przy zsuwaniu się bokiem największe siły działające na krawędź dostaje na czubie deski i na jej tyle. Środek deski słabiej naciska krawędźą na śnieg. Efekt jest taki, że deską mocno szarpie raz przodem raz tyłem co przenosi się na nogi i je strasznie męczy. Oczywiście dlugość + mocne taliowanie pogłębia ten efekt. Tak jak pisałem wcześniej - na Speedsterze GS 173 zjechanie z dowolnej trasy nie robilo na mnie większego wrażenia. Podobnej dlugości Pathron ale mocniej taliowany na takich samych trasach jest już męczący dla nóg ( przy niecarcvingu ). No ale zawsze jest coś za coś.
Odpowiedz
#9
(09-04-2018, 08:08 AM)slapos napisał(a): moje 3 grosze:

- nie sugeruj sie wiekiem, że w czymkolwiek Cię ogranicza (chyba że masz jakąś kontuzję która wyklucza pewien zakres ruchów) - jako przykład, mój serdeczny kolega Sandro (lat 47, 105 kgs wagi) https://youtu.be/yqvay_CdOJY - jedzie co najmniej dobrze. Złośliwi powiedzą że jedzie na krótkiej deske jakby jechal na gs, nie zmienia to jednak faktu że sprawia mu to ogromną radość.

- "Frajda w określonych warunkach" - syndrom każdej osoby zaczynającej przygodę z krawędzią - na niebieskich trasach wszystko jest ok - w momencie gdy wpadasz na czerwoną lub czarną, jazda momentalnie się rozlatuje. Nie dopatruj się tutaj winy w desce - raczej wynika to z techniki. Moje zalecenie - jeździć, jeździć, szkolić, nagrywać, zmieniać deski, ustawienia i jeździć, jeździć. Podejrzewam że jest tak : w momencie jak wpadasz na stromszy kawałek, to deska po postawieniu na krwędź rozpędza się do takiej prędkości, że przestajesz się czuć komfortowo.

- z tego co widzę masz raczej długie deski - Patron 177 i F2 RS - to są deski z długą krawędzią efektywną, co ma wpływ na to jak łatwo da się driftować daną deską - ja spróbowałbym slalomke nowego typu - np SG Full Carve 163.  Deski krótkie mają dużo większą zwinność i łatwiej je kontrolować w razie trudnych warunków lub niebezpiecznych sytuacji, a krótki promień skrętu nie pozwoli im się tak rozpedzić, nawet jeśli nie postawisz deski do kąta 90 stopni.

- Ustawienia wiązań i butów - musisz próbować zmieniać tak żeby znaleźć złoty środek. Mała zmiana w ustawieniach, może spowodować dużą zmianę w twojej jeździe.

W skrócie - nie poddawaj się z nacarvem, bo jesteś na początku drogi do mega frajdy!

pozdr

SLP

Fajnie napisane, podpisuje sie pod tym dwoma rekami. Kazdy powinien miec slalomke nowej generacji SG163 full carve czy SG full race 163  Kessler 162 Oxess rs 162 lub 164 Nobile 166 lub 160 sa to deski ktore ucza na bledach, dluga deska przebacza zbyt wiele bledow w technice, zamula zmiane krawedzi, natomiast na krotkiej desce wychodza zaraz wszystkie braki. Ja sie tak przyzwycailem ze deske do wszystkiego uzywam Oxess 164 \Nobile 166, Kesslera 162 Nobile 160 z plyta, mozna jechac nimi na Livigno i posmigac na stokach o szerokosci szerszego chodnika, pomiedzy ludzmi czy przy fatalnym sniegu.
Odpowiedz
#10
Pojawiają się propozycje krótkiej deski SL, najlepiej Kessa, SG lub Nobajla. A ja zapytam o F2 Speedster SL. Tej zimy, zupełnie przypdakiem i przy okazji innego zakupu wszedłem w posiadanie takiej własnie deski i wystawiłem ją na Allegro. Może jednak zostawić ? Ma ona troche wspólnego z wymienionymi wcześniej krótkimi slalomkami ?
http://allegro.pl/deska-f2-speedster-sl-...55654.html
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości